Rodzinna miłość do piłki (cz.IV)
fbt

Rodzinna miłość do piłki (cz.IV)

Zainteresowani na pewno poznają tego Pana na zdjęciu. Tak? To oczywiście Kazimierz „Kaciu” Kochelski, przez wiele lat centralna postać Stali Niewiadów.

Do naszej drużyny przyszedł z Różycy, pod Koluszkami. I zadomowił się w niej na lata, jako zawodnik, potem trener ….a w Niewiadowie mieszka do dzisiaj.

Bramkostrzelny, mocno trzymający się na nogach i bardzo dobrze wyszkolony technicznie był podporą naszej drużyny. Skromny i pracowity. Na boisku i poza nim koleżeński, …aż do dzisiaj spotyka się z grupką swoich kolegów z boiska na meczach Stali, tworząc z nimi tak zwaną „lożę ekspertów”. W dobrym słowa tego znaczeniu. Ich opinie są rzeczowe. Przecież się na tym znają. Czasem są one też krytyczne ale zawsze wypływają z troski o Klub, o ich STAL.

Kaciowi, tak po piłkarsku, zazdrościłem prowadzenia drużyny juniorów, która występowała w lidze międzywojewódzkiej. Fantastyczni chłopcy, którzy wiele się nauczyli od swojego trenera i pokazywali to na boisku.

Kaziu ma dwóch synów, też piłkarzy, którzy występowali w drużynach juniorów i seniorów Stali. Starszy Artur, oczywiście też nazywany Kaciem :), pomocnik albo napastnik, czarował na boisku swoją techniką. Niewysoki ale waleczny i nieustępliwy jak mało kto. Koleżeński aż do przesady. Grzeczny, lubiany i zawsze pomocny. Bardzo go lubię …. i cieszę się, że się na nowo poukładał z samym sobą.

Radek, drugi syn Kazia, też oczywiście zwany Kaciem, a jakże 🙂 jest zaprzeczeniem Artura. Dobrze zbudowany o nienagannej technice grał zazwyczaj w formacjach obronnych. Wyróżniał się niesamowicie silnymi i celnymi uderzeniami na bramkę. I to z dużych odległości. Jego bramki zawsze były ozdobą widowisk i często przesądzały o wygranej naszej drużyny.

Radek na moment swojego życia przeniósł się do Opoczna, do Ceramiki. Byłem przy negocjacjach pomiędzy klubami i muszę przyznać, że był to najlepszy transfer Stali na przestrzeni lat i mojego pobytu w Klubie. Ceramika była zdesperowana aby Radka pozyskać dla siebie. Za jego i Zarządu Stali zgodą im się to udało i nie żałowali nigdy swojej decyzji. Po jakimś czasie wrócił jednak do nas z powrotem i z powodzeniem reprezentował naszą drużynę.

Przez następne lata, pod okiem wujka Artura i taty Radka, przygotowywał się do gry najmłodszy Kaciu, Kacper Kochelski. Grał w drużynach trampkarzy Stali (również z moim synem Jasiem u trenera Dawida Wojciechowskiego). W międzyczasie przetarł opoczyński szlak po tacie Radku i jak on wrócił do do domu, do siebie, do Stali. Bo tutaj jest jego miejsce. Miejsce trzeciego pokolenia Kochelskich, piłkarzy Stali Niewiadów, którzy potwierdzają moją teorię o rodzinnej miłości do piłki przechodzącej z ojca na syna.

Byłbym niesprawiedliwy gdybym nie wspomniał tutaj o Krystynie Kochalskiej. Bo to dla niej stracił głowę Kazimierz. I teraz muszę poddać pod wątpliwość moją teorię!!! Bo gdyby Krystyna postanowiła inaczej ….nie miałbym o czym dzisiaj pisać 🙂

Krysia była najlepszym kibicem nie tylko dla swojego męża i synów ale jest też wspaniałym wsparciem dla swojego wnuka Kacpra, którego mama Kamila również ma sportową duszę i organizuje z ekipą swoich przyjaciół „Bieg w Niewiadowie, razem po zdrowie”.

Więc jednak rodzina jest najważniejsza.

Chyba jednak nie odkryłem niczego nowego:):)

*Poniżej na zdjęciu najmłodszy Kaciu, Kacper, na boisku w drużynie Ceramik Opoczno.

Poniżej

Dodaj komentarz

Zamknij Menu
Close This Panel